Oficjalnie potwierdzono istnienie legendarnego człowieka śniegu. Jednych zapewne przyprawi to o dreszcz przerażenia, a innym spadnie kamień z serca, że ich teorie wreszcie zostały wysłuchane i znalazły odzwierciedlenie w nauce.

Jak doszło do uznania istnienia yeti? Wszystko zaczęło się jakiś czas temu na międzynarodowej konferencji naukowej w rosyjskim Kemerowie. Zwołano tam zjazd uczonych między innymi ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Mongolii, i oczywiście z Rosji, na której ziemiach dochodzi do spotkań z potworem najczęściej. W czasie konferencji wnikliwie zbadano wszelkie zgłoszone przypadki obserwacji yeti w różnych zakątkach świata i odnaleziono w nich jakieś wspólne cechy, które pozwoliły na określenie człowieka śniegu istotą istniejącą naprawdę.

Przebieg eventu z udziałem naukowców nie jest do końca znany, choć efekty przerosły najśmielsze oczekiwania chyba nawet samych uczestników. Wiadomo skądinąd, że w pewnym momencie padła propozycja, by udać się w teren w poszukiwaniu przedmiotu debaty, czyli legendarnego yeti. Ochotnicy po wyczerpującym marszu przez rosyjską tajgę wrócili bardzo rozentuzjazmowani, znaleźli bowiem w pobliskich górach ślady stóp człowieka śniegu, jego jaskinię w której miał legowisko, oraz fragmenty sierści. Niestety, z jakichś przyczyn nie udało się pobrać odpowiednich próbek ani przeprowadzić testów DNA, niemniej jednak uczestnicy konferencji, a są to bardzo szanowane w środowisku nazwiska, ręczą za ich autentyczność. Po wszystkim władze Kemerowa wydały na swej stronie internetowej komunikat na temat konferencji i jej wyników.

Yeti ma więc występować w zimnych rejonach świata, preferując środowisko górskie. Jest to istota średniego wzrostu, nie tak ogromna jak w niektórych podaniach – być może świadkom yeti wydał się większy z powodu grubego futra. Jest więc porośnięty gęstą sierścią w kolorze szarym lub burym, w zależności od obszaru, na którym żyje. Jego stopy są stosunkowo szerokie, przystosowane do poruszania się po śniegu. Pewne cechy budowy człowieka śniegu, jak i jego zachowania (budowanie posłania, zaznaczanie terytorium za pomocą różnych znaków) sugerują, że gatunek ten wywodzi się z jakiejś zaginionej przed tysiącami lat gałęzi człowiekowatych. Yeti prowadzi na tyle skryty tryb życia, że nie da się go właściwie poobserwować, zresztą świadkowie jego pojawienia się raczej uciekali niż próbowali tropić legendarną bestię. Dlatego tak trudno jest określić dokładnie wszystkie jego cechy. To, co naukowcy znaleźli podczas Kemerowskiej ekspedycji, musiało jednak przekonać te tęgie umysły, że yeti naprawdę istnieje i kryje się gdzieś w śnieżnych pustkowiach. Oczywiście uczeni nie spoczywają na laurach i zapowiedzieli już dalsze działania, badania i poszukiwania. Może doczekamy się wreszcie upragnionych wyników testów DNA.

Czy konferencja w Kemerowie zrewolucjonizowała spojrzenie na kwestię yeti? Nie w takim stopniu, jak zapewne chcieliby niektórzy zwolennicy kryptozoologii. Chyba tylko schwytanie żywego okazu yeti położyłoby kres spekulacjom.